projekty

zastanawiam się, jak uzyskujecie projekt, który spełnia Wasze wymagania, np. 3 lub 5 litrowości.

Siada się i się czyta, czyta, czyta…. Wiem również, że “energooszczędność” rozumiana jest na kilka sposobów.

Tu chyba Wy macie więcej racji.

Ale…

To, ze dom pobiera malutko bardzo drogiego nośnika dla wielu oznacza - ze energooszczedny nie jest.

Jak mało - to się pyta i drąży problem. My zamówiliśmy projekt indywidualny u architekta pasjonującego się energooszczędnością, który jednocześnie ma uprawnienia audytora energetycznego i taki audyt przeprowadza na etapie projektu. Bez takiego projektu z audytem łatwo przeinwestować.

Potem trzeba poskładać komplet spójnych założeń dla takiego domu z naciskiem na - JAK TO MA DZIAŁAĆ?!

Jak ma się szczęście - to niedługo szuka się architekta, który rozumie co się do niego gada…

On rysuje to, co wymyśliliśmy a potem wspólnie sobie to oglądamy.

Czasem wyrzucamy do kosza i rysujemy nowe, a czasem nie…

Potem te pozostałe formalności, wbijanie pierwszej łopaty itd…

Tak robią ci, którzy wiedzą co to jest dom energooszczędny. Nawiązując do głównego tematu - na chwilę obecną najsensowniejsze wydaje mi się kupno zwykłego projektu (prosta nowoczesna stodoła, dach dwuspadowy, brak wykuszy balkonów itp.), wykonanie obliczeń OZC a następnie naniesienie koniecznych poprawek na projekt.

Domy pasywne lub prawie pasywne nie są dla wszystkich “przyjazne”!!!

W takim domu mieszkańcom NIE WSZYSTKO WOLNO!!!

DOM rządzi ich życiem a nie oni żyją tak - jakby chcieli!

Za to rachunki maluteńkie przynoszą od monopolistów…

Kupujecie “typowy” projekt i przerabiacie podczas adaptacji? My mamy już “jakiś” pomysł oparty o własne doświadczenia i wiedzę, którą od dłuższego czasu zgłębiamy. Projekt będzie indywidualny - mamy architekta w rodzinie więc jest nam łatwiej. A ciekawe skąd biorą się projekty typowe.

Bo mam takie wrażenie, że każde rozwiązanie prędzej czy później staje się typowe. Nikt tu głośno tego nie powiedział, ale…

WSZYSCY, którzy rozważają dom energooszczędny, naprawdę myślą o domu, którego utrzymanie kosztuje niewiele.

I tak sobie kombinują i rozważają wszelkie sposoby i grubości ocieplania, że NAJCZĘŚCIEJ nie zauważają, że w wybranym projekcie domu… nie ma kotłowni!

Nie będąc fachowcami wysokiej klasy (na tym etapie) od budowy domów wydaje im się, ze pomieszczenie wielkości szafy TEN problem rozwiąże.

I - powstają konstrukcje całkiem fajne, ale kulawe, bo niekompletne.

Stąd prosty wniosek, że wystarczy dobrze poszukać. Nasze wymagania akurat spełnił gotowiec z kolekcji “eko”, ale my też nie mieliśmy specjalnie wyśrubowanych założeń. Układ pomieszczeń i otwory dopasowane do stron świata na tyle, na ile metraż pozwolił.

Niemal każdy projekt da się doprowadzić do stanu małolitrażowego.

Kupujecie “typowy” projekt, który już jest odpowiednio zmodyfikowany? (Np. lipińscy czy z500 chwalą się, że mają w ofercie energooszczędne projekty)

Zamawiacie projekt indywidualny i wszystko planujecie od zera pod kątem energooszczędności? Dom energooszczedny to nie tylko xxx cm warstwa ocieplenia. Kluczem jest układ pomieszczeń. Tego nie da się zrobić bez zagłębienia we własne potrzeby, nawyki. Później dostosowanie tego do “reżimu” energooszczędności. Po takiej solidnej analizie okazuje się, że większość typowych projektów odpada lub zmiany będą tak duże, iż lepiej skierować się w stronę projektu indywidualnego.

Bez komentarza.